Jak przetrwac zime ... w meksykanskich warunkach

W tym roku zima w Meksyku byla/jest dluzsza, a niskie temperatury jeszcze bardziej odczuwalne niz w latach poprzednich. Stad tez automatycznie od listopada chodzilam (i wciaz chodze) do pracy z odpowiednim zapasem chusteczek higienicznych i zestawem lekarstw. Jezeli w danej chwili towarzyszyl mi bol gardla, byl on najprawdopodobniej skutkiem ubocznym nieustannego tlumaczenia moim meksykanskim kompanom z pracy, dlaczego ja, Polka, ktorej i syberyjskie zimy straczne byc nie powinny, marzne i siedze otulona kocem w Meksyku ... Bo przeciez ichniejsze zimy sa niczym w porownaniu z tymi, z ktorymi zmierzyc sie mozna w moim ojczystym kraju. I jakos zdaja sie ich nie przekonywac fakty, iz obecnosc kaloryferow, grubsze sciany zewnetrzne, podwojne okna, czy wreszcie  - porzadna koldra, a nie cienkie badziewie o  lichym wypelnieniu, czy jakis plastikowy koc, robia znaczna roznice w codzienniej egzystencji w porze zimowej ...
Jak sobie zatem poradzic w tychze spartansko-meksykanskich warunkach? Rozwiazaniem jest ziololecznictwo, madrosci babci meksykanki i telefon zaufania do najlepszego lekarza na swiecie, czyli wlasnej mamy.

***

1. Pokój 
Przygotowujac sie do walki z meksykanska zimna warto najpierw zapewnic sobie odpowiednie otoczenie, w ktorym przyjdzie nam przetrwac te pare tygodni chlodu. Mamy tutaj do dyspozycji dwa sposoby:
Wersja ekonomiczna: Praktykowana przez wiekszosc tutejszej spolecznosci - Zaopatrujemy sie w jak najwieksza ilosc koców, pod ktorymi spimy, czy ktorymi sie otulamy ogladajac w telewizji jak Don Alfonso po raz kolejne lamie serce Marii. Poniewaz chlod w nocy daje po sobie znac do tego stopnia, iz nieraz mozemy podziwiac swoj wlasny oddech, a szyby w oknach sa mokre, idziemy spac z cubrebocas, czyli zwykla maseczka chirurgiczna po 1 peso za sztuke.
Wersja de lujo: Inwestycja w kaloryfer(y) i nawilzacze powietrza. Pierwszy z nich najlepiej jest kupic w liczbie mnogiej, aby cale mieszkanie bylo nagrzane, gdyz wychodzac z cieplego pomieszczenia do np. zimnej toalety, jeszcze bardziej jestesmy narazeni na przeziebienie. Tenze drugi zas pomoze nam w oddychaniu i zapobiegnie uczuciu suchosci w gardle, ktory moze pojawic sie jako efekt uboczny dzialania elektrycznej farelki.


2. Polska apteczka w Meksyku
Bedac w Polsce, zawsze staram sie zaopatrzyc o odpowiedni zapas Coldrexów, syropków Pini i Tussipect ( <3 ), oraz herbat i syropow zawierajacyh wyciag z aceroli i sok z malin. Mam bowiem nieraz wrazenie (albo najzwyczajniej w swiecie wmowilam to sobie), ze meksykanskie lekarstwa nie do konca na mnie dzialaja i aby calkowicie doznac uzdrowienia wspomagam sie rodzimymi specyfikami. I tylko zaluje, ze nie mam juz w "apteczce" nalewki wisniowej", ktora bezdyskusyjnie jest najlepszym lekarstwem na wszelkie bóle gardla.

 3. Antybiotyki
W Meksyku lekarze na byle jakie kichniecie przepisuja antybiotyki. Jest to na tyle "normalne", ze mamuski nie widza nic zlego, iz ich maloletnia pociecha od malego jest nimi faszerowana. Zdarza sie tez tak, ze pacjent nie jest odpowiednio zdiagnozowany i dostaje trzy rozne antybiotyki i na pytanie "Czy to aby na pewno jest bezpieczne" otrzymuje odpowiedz "Oczywiscie, to tylko antybiotyk". Chociaz sama walcze i zawsze na wstepie mowie "Nie chce antybiotyku", w wyniku blednie przeprowadzoej terapii juz jakis czas temu nabawilam sie alergii na penicyline, a osoby z mojego otoczenia po wzieciu x ilosci roznego rodzaju antybiotyku skonczyly z zastrzykami sterydowymi.

4. Vaporub
Vaporub podobnie jak Crema de Campana jest specyfikiem uzywanym niemal na wszystko. Tenze pierwszy zdazyl juz sie wpisac w kanon popkultury i jest stosowany na niemal wszystkie dolegliwosci. Jak dla mnie oprocz oczywistych wlasciwosci rozgrzewajacych, ktore ulatwiaja nieco oddychanie, jest takze powodem dla koniecznosci wymasowania klaty piersiowej swego lubego ;)


5. Lecznicze soki
Na ulicach meksyku w okolicach biurowcow roi sie od standow ze swiezo wyciskanymi sokami. dostac mozna klasyczne pomaranczowe, grejfrutowe, czy mandarynkowe (mniam!), a takze specjalistyczne, jak na kaca, dietetyczne (koniecznie z hojna dawka miodu!) czy wreszcie antigripal, czyli bombe witaminy C, skladajaca sie z soku pomaranczowego, limonkowego, ananasowego, gujawy i z dodatkiem klasycznego miodu. Meksykanie zachwycaja sie owa mikstura, jednaze nie wiem, czy z faktycznych powodow zdrowotnych, czy ze wzgledu na swe walory smakowe. Jakby nie patrzec - w Polsce antigripalem jest sok malinowy, zatem - co kraj to obyczaj.

6. Ziolka
Gordolobo, czyli dziewanna drobnokwiatowa, jest moim Numero Uno i jak dotad najlepszym ziolowym odkryciem w Meksyku. Ogolnie jestem wielbicielka roznego rodzaju ziolek, ale ten mnie zachwycil, gdy po dwoch dniach picia naparu z tejze rosliny przestalam byc "pociagajaca" i zaprzestalam "wypluwania pluc". Meksykanie zalecaja dodanie - jak zwykle - miodu. Sama herbatka ma dzialanie rozgrzewajace i dzialanie podobne do lipy, aczkolwiek ta druga smakuje o niebo lepiej...

***

Ten wpis powstal w ramach Projektu Klubu Polek zatytulowanego "Jak przetrwac zime".



Komentarze

  1. ale fajnie i zabawnie opisałaś specyfikę życia w meksyku! Tym ciekawiej, iż dla mnie to kompletna egzotyka!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie poczytać o kraju, w którym się nigdy nie było, a gdzie chciałoby się pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czesc! Dzieki za ten blog! Ja do Mexyku często jezdrze ale pierwszy raz myślimy o przeprowadzce. Czy ty mieszkasz w DF?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wrócisz jeszcze na blog? Tęsknię za Twoimi wpisami. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak dawno nie było wpisu. Daj choć znać czy wracasz ? :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty