Truskawki i salata, czyli czego nie chcesz - lecz musisz - wiedziec o ich uprawie w Meksyku*

Chociaż w momencie pisania tegoż postu delektuje się przepysznym, dopiero co usmażonym naleśniczkiem, tresc mych slow skrzydlatych daleka będzie od rzeczy przyjemnych jak Troskliwe Misie, czy Jednorożce.
Kiedy rok temu po raz enty kupowałam truskawki u panów, którzy próbowali zablysnac swoja oszalamiajaca znajomoscia języka angielskiego tekstami typu Aj lajk blonds, nie przypuszczalam, ze będzie to ostatni raz, gdy dane bylo mi sprobowac tegoz owocu (przynajmniej jako swiezego) w Meksyku, albowiem po powrocie do domu z przerażeniem spostrzegłam, ze wychodzą z nich male, biale robaki. Bylo to nie tylko obrzydliwe, lecz przede wszystkim dziwne, albowiem do tej pory wydawalo mi się, ze truskawki sa tym owocem, który raczej jest omijany przez bezkregowce. Pozegnalam sie wiec z mysla o kompocie, koktajlach, placku i meksykańskiej sałatce z truskawkami i tak minely miesiace, kiedy to przypadkiem dowiedziałam się o sposobie uprawy mych ulubionych owocow w Meksyku. Mianowicie Latynosi w bledny sposób zrozumieli termin pro-eco i, aby zaoszczedzic wodę, do ich podlewania/zraszania uzywaja tzw. aguas negras - "czarne wody" -  czyli ściekow z domieszka fekaliów (w sumie nie tylko oni - w Afryce robia tak samo (chce wierzyc, ze w Polsce wykorzystywana jest woda względnie oczyszczona)). Jeszcze gorzej ma się sytuacja z salata, albowiem do jej uprawy używa się jak najbardziej naturalnego nawozu - kalu - kalu ludzkiego. Podobno jest to powszechnie przyjęta praktyka w calej Ameryce Lacinskiej - tak przynajmniej twierdza osoby, które spotkałam i, które podzieliły się ze mna ta jakze istotna informacja (szczerze powiedziawszy z mojego punktu widzenia zakrawa to o absurd - ktoz bowiem bylby w stanie przelknac jakakolwiek zieleninę wiedząc, z czym miala ona stycznosc). Jakby nie bylo kazda szanująca się meksykańska pani domu trzyma w domu specjalny srodek dezynfekujacy:


Ponieważ na samym początku nie wiedziałam jak-bardzo-jest-on-potrzebny, zastanawiam się ile obecnie mam w sobie wspollokatorow. A moze z biegiem czasu wyrobiłam w sobie te unikalna, jedyna w swoim rodzaju, meksykańska odpornosc na wszelkie cholerstwa betonowego potwora, jakim jest Miasto Meksyk?



* Jeżeli masz zamiar odwiedzić ten kraj

Komentarze

  1. Czasami lepiej żyć w błogiej nieświadomości (zwłaszcza jak jest się wege). :D
    A tak na poważnie to pewnie między innymi przez takie praktyki istnieje ryzyko zarażenia amebozą w Meksyku... Aż mi się przypomniała pewna wycieczka Niemców po Polsce. Sporo wycieczkowiczów wówczas zaopatrzyło się wówczas w ogromne butle wody. Zastanawiam się, co by zabrali, gdyby wybrali się w podróż po Meksyku. xD
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, slyszalam jakis czas temu o paru takich przypadkach i to wsrod samych Meksykanow ^^"""
      Zapewne butelki z tlenem, bo toc powietrze meksykanskie moze byc rowniez skazone ;) (notabene nie wiedzialam o tym xD nie wiedza, co traca - nasze wody sa znacznie smaczniejsze)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty