Cholera jasna!

Meksykańskie Ministerstwo Zdrowia nieśmiało ogłosiło alarm epidemiologiczny w związku ze stopniowym rozprzestrzenianiem się cholery (Vibrio cholerae O:1 Ogawa toxigenic). Pierwsze alerty pojawiły się już w sierpniu, jednakze dopiero teraz postanowiono uprzejmie powiadomić PAHO - Pan American Health Organization o 158 osobach zakażonych (z których jedna stanowi ofiarę śmiertelną). Sytuacja jest o tyle poważna, że ognisko choroby znajduje się w stanie Hidalgo, który położony jest na północ od Ciudad de Mexico - stolicy, po której ziemi dziennie drepta około 21 milionów ludzi - mieszkańców, ludności z pobliskich wiosek, turystów etc - zatem w przypadku rozprzestrzenienia się choroby w tymże miescie, w tempie Strusia Pędziwiatra ogarnęłaby ona nie tylko cały Meksyk, lecz również kraje sąsiadujące (notabene zaraza prawdopodobnie przywędrowała do ojczyzny tequili z Kuby). Z łącznie 159 potwierdzonych "przypadków" zakażeń cholerą: 145 pochodzi ze wspomnianego wyżej stanu Hidalgo, 9 z Estado de México (dla niewtajemniczonych: region otaczający DF (Estado de México + DF = Area Metropolitana = Ciudad de México)), 2 z Veracruz, 1 z San Louis Potosi i (ta-dam!) 2 z Distrito Federal. i jest to pierwsze od 1990 roku zaobserwowane występowanie cholery na terenie Meksyku. 
Być może będę w tym miejscu gruboskórna, tudzież wykaze się głupotą/nieświadomością itp (toć niewiadomą jest czy i mnie to cholerstwo nie dosięgnie), ale wydaje mi się, że znaczna część Meksykan sama siebie prosi o złapanie którejs z mało przyjaznych bakterii (zwłaszcza układu pokarmowego), czego dowodem jest ich umiłowanie do spożywania ulicznego jedzenia. Oczywiście nie zaprzeczę, iż zapachy roznoszące się wokół budki z tacos, czy domowej roboty "patelni" (metalowa blacha wrzucona na kubełek z rozżarzonym węglem), na których smażą się krąglutkie gorditas de la villa (małe placuszki kukurydziane, których powstanie zwiaząne jest z kultem Matki Boskiej Guadalupe), mogą być kuszące, jednakże ze względu na kompletny brak higeny tych stoisk stanowią one istny raj dla wszelkiego rodzaju robactwa. Brak odpowiedniej ilości czystej wody i sterylnego miejsca pracy oraz nagromadzony za paznokciami brud "kucharzy" potwierdza wesoło bzykające towarzystwo much, które niczym marchewka z groszkiem są niemalże nieodłącznym elementem tych miejsc. Mój luby do tej pory się śmiał, iż w Meksyku jest tyle bakterii, że większość jego rodaków uodporniła się na ich działanie ... lecz jak pokazują ostatnie zdarzenia - nie wszystkie/wszyscy ...

Komentarze

Popularne posty