Dzien Niepodleglosci

Chociaż duża część Meksykan na codzień nie zaprząta sobie głowy tak przyziemnymi sprawami jak dbanie o porządek publiczny (przejawiający się wrzucaniem śmieci do śmietników (a nie gdzie popadnie) i sprzątania odchodów swych pupilów, lub przynajmniej zmuszania ich odpowiednią komendą lub kopniakiem, aby nie załatwiały się na środku chodnika (który stanowi niemal zawsze gówniany tor przeszkód)), chęć samodoskonalnia (toć sprzedawanie tacos, czy papierosów na sztuki jest równie dochodowe co praca w dziale komputerowym (Nie mylić z Polską - tylko w naszej ojczyźnie budowlaniec zarabia więcej niż osoba po studiach), czy ogólnie godne reprezentowanie siebie samego, aby przez brak ogłady i samokonroli uniknąć porównań do zwierząt i ich specyficznych zachowań na poczatku wiosny, kiedy zbliżają się obchody ważnych dat historycznych, niemal każdy z patriotyczną pieśnią na ustach biegnie do Guadalupe, aby pomodlić się o dobro ojczyzny, a następnie do Zócalo, aby wraz ze swymi rodakami świętować zwycięstwa sprzed lat. 


Zócalo - Plaza de la Constitutión - jeden z największych placów na świecie zajmujący obszar 46800 

Tym razem okazją do celebrowania jest 203. rocznica rozpoczęcia walk o odcięcie się od Hiszpanii i uzyskanie niepodleglości, której początek deklaruje się na 16. września 1810 roku (zakończona ponad dziesięć lat później - 24. sierpnia 1821 roku). Maluchy z przedszkola znajdującego się pod moim oknem już w piątek od godziny dziewiątej tańczyły narodowe tańce meksykańskie i stojąc na baczność śpiewały hymn narodowy.

Ciocia Wikipedia tłumaczy słowa tego hymnu -> tutaj

Po tańcach małolatów scenę przejęły panie przedszkolanki i matki, które zgłosiły się jako tzw. ochotniczki. Niektórzy mali chłopcy rozpierani machismo i typową dziecięcą enegią podbiegali do pań, które nie tańczyły - opiekunek, kucharek, sprzątaczek - i wyrywali je do tańca (widok niezwykle uroczy).
Przyznam się, że chociaż poczatkowo byłam wściekła, iż imprezę zorganizowano o tak wczesnej godzinie (nie wiem jak dla Was, ale dla mnie wspomniana dziewiąta godzina to niemalże środek nocy), rozbrzmiewające melodie bardzo przypadły mi do gustu - zresztą część z nich znalam już wcześniej - zwłaszcza Jarabe tapatio - "Taniec z kapeluszem":


Czyż sukienka (właściwie top+spódnica) tancerki nie jest oszałamiająca? 
Niby tradycyjna, a jednak nie jest tak przeładowana jak nasze mazowszańskie, 
góralskie czy kujawiańskie "choinki"(chociaż i im nie można odmówić uroku). 
Cena takiego wdzianka (wraz z dodatkami) zaczyna się w granicach 170zl. 
Narodowym strojom meksykańskim poświęcę jedną z następnych notek.


Zastanawiam się dlaczego w Polsce od przedszkola nie uczy się dzieci poszczególnych tanców regionalnych. Jedynie przed Studniówką część młodzieży po raz pierwszy zaznajamia się z niedyskotekowym tańcem - polonezem, który zresztą ciężko uznać za ludowe plasy, gdyż podobnie jak walc charakteryzuje się pewną majestatycznością i w zamierzchłych czasach tańczony był przede wszystkim przez arystokrację (aczkolwiek swoje początki bierze z kasty chłopskiej). Co więcej, samo zaintresowanie młodego człowieka rodzimym folklorem jest przyjmowane w jego środowisku za faux paux, czyli wiochę, lub zdziwaczenie. Chociaż watpie, aby kazdy Meksykanin potrafił tańczyć i/lub rozróżnić balety z różnych stanów Meksyku, powinniśmy brać przykład z latynoskiego entuzjazmu i czerpać radość z dorobku narodu polskiego - tym bardziej, że mamy czym się pochwalić ...
Wracając do głównego tematu - nie wiem czemu, ale najważniejsza fiesta celebrująca rocznicę rozpoczęcia walk o niepodległość nie rozpoczyna się 16. września, lecz jeden dzień wcześniej. Chociaż każdy zakątek miasta zapraszał na niezapomnianą uroczystość (plakaty można obejrzeć -> tutaj), jednogłośnie daliśmy się zaprosić [równie przystojnemu co durnemu] panu Prezydentowi na tę najważniejszą, zorganizowaną na Placu Konstytucji (Plaza de la Constitutión). Miejsce to było całkowicie zamknięte i strzeżone przez łącznie około 4 mln mundurowych (!), a każdy, kto chciał wejść na jego teren był zmuszony przejść jeszcze bardziej dokładną kontrolę niż na lotnisku, a mianowicie trzy rewizje osobiste + bramkę (dodatkowo tworzono dwie oddzielne kolejki dla pan i panów). Po około trzydziestu minutach udało nam się przejść przez wszystkie punkty kontrolne. Zgromadzeni na placu ludzie już od paru godzin szaleli w rytm meksykańskich pieśni w wykonaniu rodzimych gwiazd, ktorym przygrywali Mariachis. W momencie, w którym zjawilismy się w Zócalo śpiewał niekwestionowany bożyszcz kobiet i [na ich nieszczescie] zatwardziały (jakkolwiek to brzmi) gej - Juan Gabriel - ubrany w obcisły, połyskujący strój a'la Mariachi w kolorach flagi meksykańskiej i przeżywający każdą melodię tak teatralnie jak "sfaulowani" piłkarze reprezentacji Włoch (z pewną dozą nieśmiałości przyznam się, że podoba mi się jedna z jego pieśni, zatytułowana Te sigo amando (-> link; będąca intro do jednej z meksykańskich telenowel)).
Kiedy przed godziną jedenastą Don Juan pożegnał się ze świetującymi ludzmi, nastapiło oczekiwanie na najważniejszy moment wieczoru - Grito de la Indepedencia, który miał być poprowadzony przez prezydenta Enrique Peña Nietę:

Meksykanie!
Chwała bohaterom, którzy dali nam ojczyznę i wolność!
Niech żyje Hidalgo!
Niech żyje Morelos!
Niech żyje Josefa Ortíz de Dominguez!
Niech żyje Allende!
Niech żyją Galena i los Bravos!
Niech żyją Aldama i Matamoros!
Niech żyje niepodległość narodu [meksykańskiego]!
¡Viva México! ¡Viva México! ¡Viva México! (tego nie trzeba chyba tłumaczyć)


Zanim człek ten wypowiedział owe słowa skrzydlate z tlumu dosłyszeć można było inne okrzyki - babć i młodych kobiet skandujacych "Viva tu madre!" - oraz młodzieńców z zawołaniem "Bandito!" na swych pijanych mordkach. Choć występ Peñi był jego pierwszym w swej kadencji i w przeciwienstwie do porzedniego prezydenta nie wygłaszał grito tak, jakby miał za moment zemdleć, został skrytykowany przez opinię publiczną za to, iż nie zna imion bohaterów narodowych (bo czytał z kartki). Pomijając jednak fakt szukania dziury w całym, niektóre komentarze były bardzo celne i zabawne, np: Fiona i osioł - Mewa (tj. żona prezydenta) ubrała zieloną sukienkę jak Fiona i złapała osła. Pojawiła się również satyra polityczna, stanowiąca żart słowny i aluzję do ostatnich reform:

IVA - VAT (podatek od towarów i usług)

Odstawmy jednak politykę na bok. Po okrzyku niepodległosciowym przy akompaniamencie orkiestry wojskowej odśpiewano hymn narodowy, po którym nastapił pokaz pirotechniczny (z którego to prywatnego video niestety nie mam, gdyż memu lubemu pomyliły się przyciski na kamerze).









Oprócz gadżetów takich jak sztuczne wąsy, flagi, kapelusze itd. w każdej piekarni 
można było znależć ciasta i ciasteczka w kolorach flagi Meksyku 
i/lub udekorowane motywami nawiązującymi do stereotypu tegoż kraju. 
Wszystko to w cenie od 5 MXN (~ 1,25 PLN)

W opakowaniach chipsow Rancheritos można znaleźć ... sztuczne wasy 
(i to w dziewietnastu różnych kształach) - czyli jeden z nieodzownych elementów 
kojarzących się z Meksykiem


Następnego dnia zorganizwany został pokaz sił militarnych armii meksykańskiej - niestety nie mogliśmy się na niego wybrać, gdyż mój luby zobowiązał się do odwiedzenia dziadków ....





Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.vanguardia.com.mx

Jedyne, co udało mi uszczknąć z tego dnia był widok przelatujących samolotów i helikopterów, z których te drugie przez pół dnia krążyły nad miastem z zawieszoną flagą Meksyku:


Wybaczcie ten paskudny, slowianski akcent - jakos skupiona nie bylam ;)




Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.vanguardia.com.mx


Komentarze

Popularne posty