Relacje damsko-meskie cz. 2

Część pierwsza -> tutaj

Jeżeli któraś z Was ma kompleks na punkcie własnego ciała objawiający się nieustającą depresją z powodu zbyt wielkiego tyłka, krągłych jak serdelki ud, czy kołduników na brzuchu, a ponadto jest na dożywotniej diecie cud, niech czym prędzej spakuje swe manatki i przyleci do Meksyku - do miejsca, w którym prawdopodobnie raz na zawsze wyleczy się ze swojego fioła i to bynajmniej nie ze względu na pogwizdujących z zachwytu męskich osobników (przynajmniej nie stricte), albowiem tak jak to wyjaśniłam w części pierwszej - na Latynosów trzeba uważać, gdyż nie można się się z nimi bratać tak jak z naszymi kochanymi Polakami - lecz na meksykański kanon "piękna" i beztroskość tutejszych dam  ...
Pamiętam, że kiedy jakiś czas temu rozmawiałam z teściową i oświadczyłam jej, iż mam nadzieje, że wkońcu uda mi się zrzucić kilka kilogramów, ta była w szoku, ponieważ jej zdaniem jestem szczupła (wcześniej to samo powtarzał mi mój luby, jednakże jak wiemy, każdy zakochany ma większe, lub mniejsze klapki na oczach). Jej wypowiedź nie była powodowana sympatią, lecz wszechobecną plagą otyłości narodu meksykańskiego (przynajmniej tego zamieszkałego w większych aglomeracjach), który w tej materii lada moment przebije samych obywateli USA (badania przeprowadzone w 2008 roku wykazały, że ok 71% Meksykanek i 66% Meksykan ma nadwagę; dla porównania - w 1989 roku mniej niż 10% (!) całego społeczeństwa cierpiało z powodu nadwagi). Przyczyną tego stanu rzeczy bynajmniej nie jest meksykańskie jedzenie, albowiem ono powoduje, iż znacznie częściej możemy się poczuć jak król na tronie, lecz zamiłowanie do amerykańskich fastfoodów i skłonność do kupowania gotowych posiłków, które albo są nafaszerowane chemią, albo oblane odpowiednią dawką tłuszczu .... Stąd też ciała wielu panien upodabniają się do maskotki francuskiego koncernu produkującego opony - Michelin, tudzież pszczółki Mai. Same zainteresowane raczej wydają się nie przejmować swoim wyglądem i mimo swych obfitych kształtów o rozmiarze przekraczającym XL, wciskają się w obcisłe (czyt. zbyt małe) bluzki i przyciasne spodnie, które w "rozkoszny" sposób podkreślają ułożone jedne na drugich wałeczki tłuszczu.
Być może na powyższe zjawisko patrzę krytycznie ze względu na fakt, iż jako jedna z wielu europejskich kobiet przez całe swe życie atakowana byłam z każdej strony (oczywiście dla rodziców zawsze byłam najpiękniejszą księżniczką) obowiązkiem - tak, obowiązkiem, bo tego inaczej nazwać nie można - posiadania szczupłej sylwetki, aby móc uchodzić za urodziwą pannę. Ponieważ nigdy nie należalam do miniaturek i nawet po morderczych ćwiczeniach ciało moje odmawiało pozbycia się naturalnej warstwy ocieplającej kości do dnia dzisiejszego nie udało mi się osiągnąć tegoż ideału. Tymczasem w Meksyku, jak i innych krajach latynoskich uważa się, że piękno tkwi w niej samej bez względu na nadprogramowe kilogramy. Ba! Nierzadko są one uznawane za atut - zwłaszcza, gdy nagromadzone są w okolicy bioder. Dlatego też, jak to powiedziała moja polska koleżanka mieszkająca od wielu lat w Meksyku i mająca męża Meksykanina, Latynosi bardzo często tracą głowy dla Słowiańskich niewiast, albowiem jesteśmy uosobieniem ideału, gdyż nie tylko mamy wszystko na właściwym miejscu (if you know what I mean), lecz także większość z nas została dodatkowo obdarzona przez Matkę Naturę oczami błękitnymi jak szafir i włosami złotymi niczym kłosy zboża ...


cdn...

Komentarze

  1. Zgadzam sie z toba kiedy ja pierwszy raz pojechalam do Meksyku bylam w szoku ,uswiadomilam sobie ze tutaj napewno nie mialabym problemu znalezc faceta a zaznacze ze figure mam w normie ani za gruba ani za chuda��

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty