piątek, 14 czerwca 2013

Papuzie wiadomości

Buenos Dias. Tu Pola. Kobieta, która śmie nazywać się moją matką jest zajęta czymś innym (ok, powiem Wam - jej uwagę z powodzeniem odciąga paczka żelowych misiów), zatem pozwoliłam sobie sfrunąć na klawiaturę i nastukać coś do Was. W tym dziwnym domu przebywam od przeszło 2 miesięcy, lecz jestem twarda. Nie dam im się tak łatwo udomowić! Co to, to nie - potem będą tylko nagrywać głupie filmiki, w których będę musiała robić z siebie pajaca, i wrzucać na youtube'a, aby inne człowieki mogły się ze mnie pośmiać. A co ja, jakiś durny super-słitasny kot jestem?! Nigdy w życiu. Jak to ktoś kiedyś mawiał: Nie ze mną te numery, Bruener!! Tylko raz udało im się mnie chwycić na taśmie, ale było to na samym początku, kiedy to ja, bidulka byłam kompletnie zdezorientowana i nie wiedziałam co się dzieje. Niestety niedawno odkryli moje dwie największe słabości - ziarno słonecznika i tortille (tak, tortille - przecież jestem Meksykanką, zatem skąd to zdziwienie?!) i próbują je wykorzystać przeciwko mnie, aby np. pogłaskać mój grzbiet, czy podrapać po głowie. Czasem im się to udaje, ale tylko dlatego, że lubię patrzeć na te nieopierzone kurczaki, jaką radość sprawia im dotykanie moich boskich piórek.
Ostatnio wykręcili mi taki numer, że o małe piórko zawału nie dostałam. Mianowicie moje człowieki mają dziwną manię otwierania drzwi do mojej klatki, ponieważ chcą, abym z niej wyszła. Nie to, żebym nie potrafiła fruwać - przecież jestem wspaniałą nimfą, królową przestworzy (nie wierzcie w brednie, że ja niby nielotem jestem, bo to h-a-n-i-e-b-n-e oskarżenie!), lecz wiem, że tym sposobem mnie złapią i będą tarmosić jak jakieś ciotki podszczypujące policzki małego dziecka. Ad meritum jednak - tydzień temu po raz kolejny otworzyli klatkę i niedobrzy rozsypali przed nią ziarna słonecznika, myśląc, iż tym sposobem mnie przekupią. Mój wielki umysł wyczuł podstęp, toteż zgrabnym ruchem dzioba usunęłam spinkę podtrzymującą drzwiczki zamykające wejście do mojego domku. Wówczas ta uparta kobieta ponownie spięła pręty bramy mego zameczka, lecz tym razem równocześnie popchnęła mi casa, przez co straciłam równowagę, spadłam z drążka i wyniku przeżytego szoku z przerażeniem je opuściłam. Zaczęła mnie przepraszać, iż niby niechcący to zrobiła, ale ja wiem swoje, ponieważ jak tylko wyleciałam i usiadłam na ich łóżku, dosiedli sie do mnie i na zmianę próbowali pogłaskać, czy wziąć na rękę, abym swoimi cieplutkimi stópkami mogła ich ogrzać...
Proszę mnie nie uważać za wyrodną nimfę. W głębi duszy jestem dobrym ptakiem, lecz ptakim z charakterem, który nie pozwoli, aby traktowano go jak maskotkę. Staram się być też miła dla mych człowieków i np. zawsze czekam na nich z posiłkiem (czasem zbyt długo) i jem dopiero wówczas, gdy wszyscy zasiądą do śniadania, tudzież obiadu. Ponadto to właśnie z myślą o nich nauczyłam się jeść moje ukochane proso senegalskie trzymając je w uniesionej stopie!
Ok, muszę kończyć, bo słyszę, że nadchodzi. Adios!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz