czwartek, 2 maja 2013

Pijani Mariachis

Ostatniej niedzielnej nocy, gdy szykowaliśmy się do spania usłyszeliśmy jakieś wycie pod oknem i akompaniujące mu trąbkę i gitarę. Okazało się, że to jakiś niespełniony, pijany kochanek z grupą niemniej pijanych Mariachi o godzinie 2 w nocy postanowili zawalczyć o serce pewnej niewiasty z pierwszego, lub drugiego piętra. Na nic zdały się ich wysiłki, albowiem po trzeciej miłosnej piosence białogłowa zaczęła krzyczeć Nie, nie chcę Ciebie! Zostaw mnie w spokoju!!! Lecz serce latynosa jest gorące i [mocno zakropione tequilą] nie poddaje się łatwo: Nie!? Jak to 'Nie'? Dalej, chłopaki, następna pieśń!!! I mariachi zagrali kolejną serenadę. I niezłomny młodzieniec znów zwrócił się śpiewnie do dziewczęcia w rytm tej melodii miałcząc słowa skrzydlate. I znowu zaloty zostały odrzucone. Wówczas i jeszcze jeden i jeszcze raz zabrzmiały romantyczne pieśni meksykańskie. Zaiste nie wiem, czy ostatecznie serce dziewczyny stopniało i przytuliło do swego łona kawalera, albowiem po około siódmej pieśni zmorzył mnie sen. Jednakże wydaje mi się, iż skoro po ponad jednogodzinnym recitalu kochaneczek wciąż nie otrzymywał pozytywnej odpowiedzi od swej oblubienicy (która też być może najzwyczajniej w świecie zasnęła), pozostało mu wraz ze swymi oddanymi kompanami spędzić resztę nocy (a właściwie kontynuować) w towarzystwie najwierniejszej przyjaciółki, tequili....
Mieszkam około 15 minut od jednego z głównego placu w Mieście Meksyk, Plaza Garibaldi, na którym każdego dnia gromadzą się grupy Mariachis i czekają na potencjalnego pracodawcę - dobrego wnusia chcącego uradować babcię, która za sprawą ich muzyki znów poczuje się jak gorąca szesnastka, zakochanego bez pamięci młodzieńca, pragnącego udobruchać serce ukochanej po omyłkowym mizianiu się z inną, tudzież po przedłużonej nie-z-jego-winy imprezie z kumplami, czy ogólnie przez rodziny, aby uświetnili ich spotkania w [300-osobowym] rodzinnym gronie (wesela, rocznice, pogrzeby). Jest to średniej wielkości (jak na Meksyk) placyk otoczony odrestaurowanymi domkami w stylu kolonialnym, jadłodajnią, małymi sklepikami i MUTEM, czyli muzeum Tequili i Mezcalu. Chociaż stanowi on jeden z ulubionych miejsc spotkań Meksykan i obowiązkowy punkt na mapie każdego wesołego turysty, kroniki policyjne dowodzą, iż spędzając tam czas należy wykazać się trzeźwością umysłu nie mniejszą niż w trakcie pobytu w Guantanamo, ponieważ oprócz uczciwych i znających umiar ludzi chcących jedynie zrelaksować się przy kieliszku mezcalu i porcji tacos, w każdym kącie placu dostrzec można grupy podejrzanych osobników, oraz bezdomnych. Ponadto wiele rywalizujących o klienta grup Mariachis od czasu do czasu po przedawkowaniu alkoholu urządza sobie sparingi, po których nierzadko ktoś wynoszony jest w czarnym, plastikowym worku. Mimo tego stanu rzeczy wydaje mi się, że będąc w DF dla samych Mariachis, których muzyka nieustannie tam rozbrzmiewa, warto skierować w to miejsce swoje kroki, skoro już od przeszło stu lat są oni niekwestionowanym symbolem Meksyku (pełna historia Mariachis: tutaj). Interesujący jest fakt, iż chociaż grup tych latynoskich pieśniarzy i grajków jest wieeeele, a zatem ceny powinny być względnie konkurencyjne, dla przeciętnego Meksykanina ich stawka za godzinny występ (ceny wahają się od 1000 do ok. 5000MXN (~ 250-1250PLN)) jest [zbyt] wysoka (oczywiście istnieje możliwość zamówienia jednej pieśni, ale to też wydatek rzędu 120-300MXN (~ 30-75PLN)). Dla wielu jednak osób ich obecność w trakcie rodzinnych fiest etc. jest obowiązkowa. Babcia Alexa, która w przyszłym roku będzie obchodzić z dziadkiem piędziesiątą rocznicę ślubu, już oświadczyła, iż chce, aby jej dzieci i wnuczęta zorganizowały jej wielką, całonocną imprezę na [minimum] 300 osób (!), w trakcie której przez cały czas mają rozbrzmiewać pieśni jej ukochanych Mariachis. Pozostaje zatem bawić się i patrzeć, jak inni płacą ...


Muzeum Tequili i Mezcalu
Muzeum Tequili i Mezcalu nocą



2 komentarze:

  1. Na 300 osób, to można wynająć 2 grupy Mariachi i powiedzieć,że kasę dostanie tylko ta lepsza grupa a potem patrzeć jak się zarzynają ;) Babcia bezie miała chleb i igrzyska tym sposobem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haahahahahahaha ... dobrze powiedziane :D Przekażę pomysł organizatorom ;)

    OdpowiedzUsuń