środa, 10 kwietnia 2013

Relacje damsko-męskie cz. 1

Temat stary jak świat, omówiony nieskończenie wiele razy, lecz dla mnie wciąż wart dyskusji. Tym bardziej, że nie sądziłam, że w Meksyku (DF) poszczególne relacje i stosunek mężczyzn do kobiet mogą być tak poronione skomplikowane. Podobnie nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że duża część meksykańskich samców, zwłaszcza/głównie ta bez wykształcenia, zachowaniem będzie dorównywać tym, których, jak wydawało mi się, nie sposób przebić nachalnością i co niektórych głupotą, a mianowicie Turkom i wszelkiej maści Arabom (zdaję sobie sprawę, że uogólniam tutaj, lecz do tej pory nie spotkałam "normalnego" przedstawiciela którejkolwiek z wyżej wymienionych grup). Przy czym tak, jak muzułmanin ma zakodowane w głowie, że "ta tutaj europejka, [dla niego] poganka ze swej natury jest dziwką, którą należy przelecieć", tak duża część latynosów jest po prostu przekonana o swojej boskości, której żadna niewiasta nie jest w stanie się oprzeć... ;)
Temperament niektórych tutejszych samców doprowadził do tego, że w ciągu dni roboczych (od poniedziałku do piątku) na każdej stacji metra obowiązuje wydzielona area dla kobiet i dzieci. Podobnie funkcjonują metrobusy, w których przedniej części mają prawo znajdować się jedynie kobiety z dziećmi i osoby starsze. Ponadto przez okrągły tydzień po ulicach DF mkną różowe (sic!) autobusy z których także korzystać mogą wyłącznie wyżej wymienieni obywatele (dwa w jednym: tańszy bilet i zminimalizowane ryzyko spotkania niewyżytego zboczeńca).



Powodem wydania przez władze Meksyku rozporządzeń, których efektem było powstanie tegoż podziału, nie była, broń Boże, dyskryminacja na tle płciowym, lecz ochrona kobiet, które regularnie bywały (i niestety wciąż są) molestowane seksualnie przez niektórych drani, którzy wykorzystując panujący np. wagonie metra ścisk zapominają, że sami mają matkę, siostrę/y czy córkę/i i naruszają ich nietykalność cielesną. Moja teściowa niejednokrotnie była ofiarą zezwierzęcenia mężczyzn, przy czym raz degenerat był tak bezczelny, że stojąc za nią chwyci ją obiema rękoma za piersi. Zadziwiający jest fakt, że owych delikwentów nie odstrasza nawet surowe prawo, za którego złamanie grozi wysoka grzywna i/lub długi pobyt w więzieniu (a wszyscy wiedzą, jak komfortowe warunki "proponują" meksykańskie zakłady karne). Być może kastracja byłaby w tym przypadku najlepszym odstraszaczem....
Przekonanie niektórych Latynosów o swej boskości mąci ich umysł do tego stopnia, że zwykłe spojrzenie, czy uśmiech niewiasty uaktywnia ich zmysł pseudo-drapieżcy. Od tego momentu kawaler stroszy piórka niczym kogut w okresie godowym i podąża za ofiarą, która nieświadoma swego błędu nie spodziewa się ataku pomyleńca. Zadam teraz pytanie za 100 punktów - Zgadnijcie, komu dopisało w tej materii zezowate szczęście ....
Pamiętam, że już w Berlinie moja arabska współlokatorka (kochane dziewczę!) ostrzegała mnie, abym starała się ukryć swoją pogodną naturę, gdyż niektórzy mój pozytywny stosunek do świata mogą błędnie zinterpretować (=uznać za frajerkę) i chcieć mnie wykorzystać itp. I faktycznie, w Niemczech miałam kilka nieprzyjemnych sytuacji, na wspomnienie których wciąż podnosi mi się ciśnienie. Póki co jakiś szczególnie mało komfortowych i/lub niebezpiecznych konfrontacji nie miałam, lecz np. raz będąc sama na zakupach w pobliskim markecie smsując z moim lubym roześmiałam się i pech chciał, że akurat w tym momencie mój wzrok padł na przechodzącego obok ochroniarza. W tym czasie całkowicie zignorowałam fakt, że człek ten młody uśmiechnął się, albowiem widok rechoczącej blondyny (a zwłaszcza mnie) może być zabawny, jednak później, kiedy spacerowałam między regałami i dumałam nad listą zakupów, jakimś dziwnym trafem nieustannie przechodził obok mnie z wyszczerzonymi zębami. Mało tego, tego sytuacja ma miejsce za każdym razem, gdy wyruszam po prowiant i natręta nie powstrzymuje obecność Alexa (którego muszę trzymać mocno, aby nie naskoczył na tego goryla). Powiem szczerze, że początkowo myślałam, że agresywne zachowanie mojego lubego było spowodowane zwykłą zazdrością (to także jest typowe u Latynosów), gdyż w moim odczuciu takie coś było bez znaczenia (irytujące owszem, ale nie warte myślenia o tym). Tymczasem w rozmowie z teściową dowiedziałam się, iż rzeczywiście muszę być bardzo ostrożna przy tego typu sytuacjach, gdyż tutejsze kobiety bardzo często nagabywane są przez natrętów, których bez odpowiedniej metody bardzo ciężko jest się pozbyć, a ponieważ moja tzw. uroda jest dla Meksykan "egzotyczna", tym bardziej jestem narażona na ich ataki. Dlatego też w tej sytuacji najlepszym wyjściem jest dla mnie poproszenie innej kobiety o pomoc, gdyż [podobno] Latynoski pomagają i chronią siebie nawzajem...

cdn...

1 komentarz:

  1. Hej,

    bardzo wystraszył mnie Twój post. Byłam wiele razy w Meksyku, spacerowałam sama, podróżowałam metrem, robiłam zakupy i nigdy prze nigdy nie spotkały mnie żadne zaczepki tego typu. Co najwyżej okrzyki "guerita", ale w bardzo serdecznym tonie. Co więcej, w gronach osób, w których zawsze przebywam i wśród ludzi których poznaję (a jest ich bardzo dużo i z różnych środowisk) obserwuję bardzo duży szacunek do kobiet. W rodzinach które znam, to zazwyczaj kobiety mają władzę. W te wakacje przeprowadzam się do CDMX, :-) i teraz trochę się niepokoję.

    OdpowiedzUsuń