Duch w moim domu

Być może wielu z Was po przeczytaniu tego posta, czy też po samym tytule puknie się w głowę i uzna mnie za osobę niepoczytalną, lecz mam wrażenie, że mamy w mieszkaniu (a dokładnie w naszej sypialni) nowego lokatora i nie jest nim ani karaluch, ani pająk. Od jakiegoś czasu słyszymy w naszej sypialni jakieś odgłosy (nie, nie TE odgłosy). Na początku wspólnie zakładaliśmy, że to któryś z naszych sąsiadów powoduje te hałasy. Jednakże dużo do myślenia dało nam zachowanie Poli (papugi), która boi się naszego pokoju i zawsze wydaje się podążać za czymś wzrokiem. Obserwując jej zdenerwowanie zakładaliśmy, że być może znowu jakiś komar kręci się wokół niej, lecz za każdym razem nasze poszukiwania insekta spełzały na niczym. Podobnie dniami i nocami dochodziły (i wciąż dochodzą) do naszych uszu dziwne odgłosy - które słyszeliśmy/słyszymy jedynie w naszej sypialni ... Są one bardzo wyraźne, jakby miały miejsce wewnątrz pomieszczenia, w którym przebywamy (a zatem nie są powodowane przez naszych szanownych sąsiadów) i są słyszalne zwłaszcza w godz. ok. 1.00-3.00 w nocy. Czasem tuż po zmroku dochodzi mnie dźwięk, jakby ktoś chciał paznokciami wydrążyć dziurę w ścianie (oczywiście podobnie jest w nocy) ... Zdarza się, że w środku nocy budzi nas wydobywający się z szafy odgłos spadania jakiejś rzeczy, lecz zawsze, gdy Alex wstaje, aby sprawdzić, co takiego mogło spaść z półki, tudzież wieszaka, zastaje wszystko na swoim miejscu .... Doprawdy, "trochę" ciężko się później zasypia (dotyczy to tylko mnie, bo mój luby zasypia automatycznie po położeniu się do łóżka). Moja połowica uspokaja mnie, że nie ma czego się bać, ponieważ on sam, mimo stanu rzeczy, czuje się dobrze w pokoju ("zresztą ten budynek jest baardzo stary (tutaj starymi budowlami zowie się te wszystkie, które mają ponad 50 lat) i w ciągu tych lat wiele ludzi umarło lub zginęło, zatem obecność duchów nie powinna być niczym dziwnym" ... ) i martwiłby się dopiero wówczas, gdyby atmosfera była tak ciężka, jaka była w domu jego ojczyma (duchy ....znowu). Mianowicie ....
Meksykanie uwielbiają lalki ... w każdym meksykański domu można znaleźć mniejszą, lub większą kolekcję figurek dumnie wystawionych w gablotach w pokoju gościnnym. W zależności od majętności rodziny, mogą być prawdziwymi, małymi dziełami sztuki, najczęściej jednak albo nie wyróżniają się niczym szczególnym (są po prostu nijakie), albo są tak szkaradne, że mogą popchnąć estetę po popełnienia harakiri (w tej dziedzinie prym wiodą figurki [dużego i małego] Jezusa o długich rzęsach). Ojczym Alexa do tego stopnia czcił kolekcję swych [tandetnych] figurek, że nie pozwalał swym dzieciom (i pasierbowi) ich dotykać. Któregoś razu zauważył, że jedna z jego ukochanych lalek została przesunięta. Ponieważ dla swojego pasierba był tym, kim jest w bajkach macocha dla swej pasierbicy, a zatem skończonym pendejo, zbeształ i ukarał chłopca nie bacząc na jego zapewnienia o niewinności. Kilka dni później w trakcie rodzinnego obiadu ponownie spostrzegł, iż figurka zmieniła swe położenie (które sprawdził zanim zasiadł do posiłku). Chciał ponownie oskarżyć Alexa, jednak chłopiec cały czas siedział przy stole, a dziwnym zbiegiem okoliczności nie był obdarzony zdolnością telekinezy. Od tego czasu minęło wiele lat, lecz samoistne przesuwanie się figurki nie ustąpiło, a wręcz nasiliło się, albowiem zmieniać miejsce zaczęła także znajdująca się obok niej laleczka... Tak, ten tego ..... Już zapowiedziałam memu wybrankowi, że nie chcę mieć żadnych lalek w mieszkaniu ... tak na wszelki wypadek, aby [jeszcze bardziej] nie kusić losu (czyt. jakiegoś ducha).

Komentarze

Popularne posty